sobota, 11 września 2010

Maria Lidia Kossakowska: Zbieracz Dusz tom I - fragment 1

Askalis sięgnął za pazuchę, pogrzebał chwilę, a potem wyciągnął zmiętą, brudnawą
szmatkę wielkości pudełka zapałek.
- Masz - wyciągnął ją w stronę anioła.
- A to niby co? - sarknął Frey. - Fragment całunu potartego o tyłek Zgniłego Chłopca, tak
na szczęście w hazardzie?
Lanista wyszczerzył w uśmiechu zęby.
- Taaaa, żarty się ciebie trzymają, Abaddonie, znaczy Aker, przepraszam! To dywan.
Latający, tak dla ścisłości. Nosiłem go przez lata przy sobie, na wszelki wypadek, gdyby
trzeba było szybko wiać. Skoro nie przydał się do tej pory, nie przyda się i potem. No bierz.
Przecież nie mogę cię w tym stanie puścić w drogę do Królestwa. Skrwawisz się jak zbiegłe z
jatki prosię, zanim dotrzesz do najbliższego szlaku. Albo znów złapie cię ten dziwaczny
paralusz, czy co to za cholerstwo było. Nie daj się prosić. Bierz.

Daimon uniósł ze zdumienia brwi, ale przyjął strzępek dywanu.
Askalis był lanistą, w dodatku geniuszem. Nigdy nikomu nic nie dał. Widocznie zarobił
na walkach Freya więcej, niż przyznawał. A może naprawdę polubił mrocznego skrzydlatego
z wilczą gębą i talentem do bójek?
Jasność tylko wie.
Burzyciel Światów wstał, obrócił w palcach brudny skrawek materiału.
- Dzięki, Askalis. Porządny z ciebie chłop, jak na lanistę.
Geniusz uśmiechnął się smutno.
- To co? Znaczy mam szukać sobie innego zawodnika, tak?
Wąskie usta Daimona wykrzywił gorzki grymas.
- Ano, na to wygląda, stary. Trzymaj się. Dobrze się z tobą pracowało.
- Ja też nie narzekam. Do zobaczenia, Aker.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz